Porównanie tego, co pokazuje telewizja z tym co dzieje się poza nią dość często kończy się bólem głowy. I tak jest w przypadku nowej oferty na telefony BlackBerry. Jedna z sieci komórkowych w Polsce bardzo chce przekonać nas o tym, że kupując wyprzedawane na pniu terminale BlackBerry staniemy się kimś wyjątkowym a świat staje przed nami otworem. Tylko którym?
Co to jest BlackBerry? BlackBerry to telefony dla biznesu, dla firm które stać na utrzymywanie własnego działu IT z niezastąpionymi specami od Microsoft Exchange, Outlooka, itp. korporacyjnych fajerwerków. Świetnie sprawdzają się w świecie korporacyjnej komunikacji, spotkań, narad i zarządzania zasobami ludzkimi. To nie jest oferta dla mikro-firm. Kto w Polsce powinien mieć BlackBerry, właściwie już ma ten telefon.
I to jest problem producenta BlackBerry, światowy rynek nasycił się i nie można już na nim znaleźć więcej pieniędzy. Na szczęście parę lat temu RIM odkrył, że młodzież chętnie wysyła SMS-y, ale nie ma pieniędzy na rachunki więc zaczął promować tańsze telefony BlackBerry dla tego segmentu.
Problemem firmy był jednak kiepski czas pracy na bateriach. Nawet dziś najdroższy model BlackBerry 9780 ma czas rozmów 6h a konsumencki model BlackBerry 8250 ma zabójczy maksymalny czas rozmów… 4.5h. To dane producenta. Od rana do południa wystarczy, ale co dalej?
Można to naprawić, ale RIM jakoś zupełnie nie stara się tego robić, bo nie rozumie, że ludzie korzystają z telefonów poza godzinami pracy. To dlatego kupując nowy telefon wybrałem w ubiegłym roku Nokię C3, która ma czas pracy na bateriach na poziomie 7h (dane producenta). Nie ma BlackBerry Messenger, ale ma klawiaturę QWERTY oraz bardzo wygodną w obsłudze aplikację do czatu; przez SMS, ale naprawdę ją lubię. Funkcje internetowe tego telefonu są na żenująco niskim poziomie, ale jako telefon i terminal do SMS-ów a nawet lepszy niż nic odtwarzacz MP3 jest naprawdę dobrym produktem. Jest wart 400zł.
No właśnie, kluczem do serca użytkowników są dwie usługi: BlackBerry Messenger i dostęp do internetu przez punkt dostępowy BlackBerry.
BlackBerry Messenger jest świetnym sposobem na obejście wysokich cen SMS-ów—płacisz stałą opłatę miesięczną i dusisz klawisze aż palce spuchną. Nie jest to tylko produkt dla nastolatków. Dorośli użytkownicy również docenią zalety braku limitu ilości darmowych wiadomości oraz ich długości. Kto przeżywa niezapowiedziany najazd ciekawskiej, ale nie do końca rozgarniętej ciotki czy teściowej doceni możliwość swobodnej komunikacji z partnerem przez ten nieoficjalny kanał za plecami nieproszonego gościa. Można się w ten sposób nawet kłócić bez ponoszenia dodatkowych kosztów.
Szkoda, że autorzy reklam nie bardzo wiedzą co sprzedają, bo wyjątkowość oferty BlackBerry w Polsce polega właśnie na BlackBerry Messenger, który może zastąpić SMS oraz na dostępie do internetu przez usługę BlackBerry, który jest nielimitowany. Operatorzy nie chcą zbyt głośno reklamować tych zalet, bo to mogłoby doprowadzić do masowego wychodzenia z lukratywnych dla nich umów i pakietów na SMS-y i internet.
Skoro jest tak dobrze i nawet nie drogo, dlaczego nie podskakuję z radości? Bo chociaż w Polsce RIM stroi się w piękne ciuchy, w centrali wcale nie jest wesoło. Akcje poleciały w dół o 20%, PlayBook jest porażką na starcie, nowe telefony wchodzą na rynek z opóźnieniem a swoimi parametrami wcale nie zachwycają. Zyski poleciały w dół i trzeba zwalniać ludzi. RIM ma problemy z rządami, które chcą zaglądać do serwerów usług BlackBerry, co nie podoba się wielu firmom, które pewnie przejdą z tego powodu na inne, bezpieczniejsze formy komunikowania się.
Mam wrażenie, że RIM chce w Polsce sprzedać nadwyżki magazynowe. To linia telefonów, które schodzą ze sceny. Szkoda, bo BlackBerry Messenger oraz dostęp do internetu przez punkt dostępowy BlackBerry są świetnymi usługami za dobre pieniądze. I jest na nie zapotrzebowanie na rynku. Problem w tym, że kiedy Wall Street Journal publikuje tekst o tym, że warto się zastanowić na poważnie nad podziałem lub przejęciem RIM to nie wróży to dobrze na przyszłość. Fakty dotyczące kondycji firmy mówią jedno a reklamy drugie. Dopiero co nikt nie chciał ze mną rozmawiać kiedy chciałem kupić BlackBerry bo to telefon dla poważnych firm a dziś mówią mi, że jak sobie kupię nadpsutą jeżynę to będę traktowany poważnie? Ciekawe, że mówią to po odparowaniu 20% wartości akcji.
Nie łudźmy się, że RIM chce nas jakość szczególnie w Polsce wyróżnić. System operacyjny tego producenta osiągnął już granice swojego rozwoju. Z innowacją w RIM jest jeszcze gorzej. Tablet PlayBook po raz kolejny udowodnił, że RIM po BlackBerry zapomniał co to innowacja. Bo wygrzebanie z popołów QNX-a i pokrycie go kilkoma warstwami kleistej masy (Flash, emulator Androida) nie zrobi z niego “iPad killera”.
Research in Motion (RIM) musi szybko podreperować budżet, bo ludzie w Ameryce Północnej, Europie Zachodniej, Arabii Saudyjskiej czy Indiach nie bardzo dają się skusić na przepakowane po raz kolejny telefony ze starym systemem operacyjnym. Kto śledził losy Nokii, wie jak może skończyć się taka zabawa. Może się uda, ale jakoś nie wierzę, że dadzą radę.